O autorze
Dziennikarz sportowy. Absolwent WSH o kierunku: Dziennikarstwo i Komunikacja Społeczna. Pisałem w Tygodniku Kibica. Obecnie przeczytać mnie można na Ekstraklasa.net

twitter: @s.czaplinski
e-mail: s.czaplinski@gmail.com

Agwan Papikjan: Pewien menedżer wysłał mi ofertę... facebookiem!

Agwan Papikjan przez wiele sezonów reprezentował barwy ŁKS-u Łódź.
Agwan Papikjan przez wiele sezonów reprezentował barwy ŁKS-u Łódź. AP
- Menedżerów w swoim życiu spotkałem różnych. Jeden napisał do mnie na facebooku, czy chciałbym zagrać w Southampton? Napisał, ze może mi to załatwić o ile zapłacę mu 1000 dolarów. Kiedy mu odmówiłem, od razu zapytał – czy nie marzy mi się liga angielska? - mówi w obszernym wywiadzie zawodnik Spartaka Moskwa, Agwan Papikjan.

Jesteś Polakiem, czy Ormianinem? Albo przynajmniej kim się czujesz?
Każdy zadaje mi to pytanie, a powiem szczerze, że nie należy ono do najłatwiejszych. Czuję się Ormianinem, ale urodziłem się w Polsce i mieszkam tu już 19 lat. Jeżeli zaliczysz taką odpowiedź, to jestem w połowie Polakiem i w połowie Ormianinem.


To zapytam inaczej. Ciężko wychowywać się w Polsce, kiedy ma się niezbyt polskie nazwisko?
Nie. Nie mogę powiedzieć, aby było ciężko. Jedyny problem tkwi w tym, że nie wszyscy potrafią wypowiedzieć twoje imię, czy nazwisko. Na nic innego nie mam prawa narzekać. Wręcz przeciwnie. Wszystko przebiegało bardzo dobrze.

Przekręcanie imion i nazwisk, to chleb powszedni szkolnych nauczycieli…
No tak. Ale ze szkołą nie bywało u mnie aż tak źle. Czasami mieliśmy z bratem problemy z jakimś przedmiotem, ale ostatecznie dawaliśmy radę i zdawaliśmy z klasy do klasy. Zresztą, opowiem ci pewną historię. Dużo ludzi mówi, że ja i brat, jesteśmy bardzo podobni do siebie. Nawet szkolni koledzy mieli czasem problemy aby nas rozróżnić. Pewnego razu, podczas jednej z lekcji, nauczycielka wezwała mnie i brata do odpowiedzi. Z ostatniej kartkówki dostałem słabą ocenę. Wolodji, mój brat, miał lepszą sytuację z tego przedmiotu. Aby „wyrównać” nasz poziom, po prostu zamieniliśmy się! Wolodij odpowiadał za mnie, a ja za niego. W ten sposób poprawiłem znacznie swoje dotychczasowe oceny. (śmiech)


Jednym słowem – nauka poszła w las, a ty postawiłeś na futbol.
Od dzieciństwa kochałem futbol. Razem z bratem zawsze oglądaliśmy mecze ligi angielskiej i hiszpańskiej. I tak zostało do teraz. Ja jestem fanem Realu Madryt, on kibicuje Barcelonie. Zawsze dokuczamy sobie, kiedy te dwa zespoły stają naprzeciwko siebie. Trochę jest w tym żartów, ale czasami podchodzimy do tych spotkań naprawdę poważnie.

Pewnie też razem z bratem poszliście na pierwszy trening?
Oczywiście. Postanowiliśmy, że pójdziemy na trening zespołu Startu Łódź. Kiedy przybyliśmy na miejsce, okazało się, że jest nas… czterech. Trener rzucił nam piłkę i kazał pograć dwóch na dwóch. Później pojawiało się już więcej osób, ale tego co tam się działo, nie dało się nazwać treningiem. Praktycznie tylko graliśmy mecze pomiędzy sobą. Postanowiliśmy więc wybrać się na trening do ŁKS-u. Tam z otwartymi rękoma przyjął nas Roman Chojnacki, swoją drogą bardzo dobry trener, dzięki któremu dużo się nauczyłem. Tak zaczęła się nasza przygoda z piłką w ŁKS-ie.

Młodzi Ormianie na treningu ŁKS-u. Koledzy z drużyny nie patrzyli na was z przymrużeniem oka?
Nie. Nie sadzę, że ktokolwiek tak na nas patrzył. Szybko zaprzyjaźniliśmy się z pozostałymi chłopakami. Swoją drogą, żałuję i dziwię się, że w Polsce, czy w ŁKS-ie nie stawia się na wychowanków, tak jak ma to miejsce chociażby w Barcelonie. My w Łodzi, mamy bardzo dużo uzdolnionych chłopaków, ale niestety każdy boi się dać im szansy. Dla mnie jest to niezrozumiałe. Przecież właśnie o to chodzi w futbolu. Należy stawiać na młodość! Messi na początku też nie był Messim jakiego znamy obecnie. Ktoś jednak na niego postawił i dziś rządzi w światowym futbolu. Dlaczego nie widzą tego w ŁKS-ie? Dlaczego nie zauważają? A może nie chcą zauważyć?

Od początku uchodziliście za wielkie talenty? Ty chyba za jeszcze większy od brata?
Czy ja wiem. Po prostu dużo trenowaliśmy. Wtedy nie było jeszcze „Orlików”, jednak my, razem z naszym wujkiem, chodziliśmy na boisko „Startu” i tam ćwiczyliśmy jeszcze po zajęciach w klubie. Z oglądania meczów w telewizji, gdzie grają najlepsi piłkarze świata, też można się wiele nauczyć.

Ale czy ŁKS był najlepszym klubem do rozwoju?
Wtedy, kiedy po raz pierwszy poszliśmy z bratem na trening, mieliśmy do dyspozycji chyba z pięć boisk treningowych. Była nawet hala. W tamtych czasach był to dobry klub do rozwoju. Obecnie jest tylko jedno boisko ze sztuczną nawierzchnią… Jak na kilkanaście drużyn w akademii, to trochę mało… Zresztą wtedy też patrzyliśmy na samą atmosferę w zespole. A była ona naprawdę bardzo dobra. Pamiętam jak swego czasu, byliśmy na jednym z obozów. Trener kazał nam biegać po lesie. Mieliśmy zrobić chyba ze trzy okrążenia. Rodzice jednego z piłkarzy schowali się w lesie i kamerowali nas z ukrycia, aby później trener widział kto biegał, a kto się zatrzymywał. Może nie wszyscy nadają się do futbolu? Pamiętam taką historię, że podczas innego obozu trener zarządził dodatkowy, ale nieobowiązkowy trening późnym wieczorem. Zjawiło się nas trzech – ja, brat i jeszcze jeden chłopak. Reszta drużyny poszła na dyskotekę. Nie chcę być źle zrozumiany, bo np. dziewczyny też mnie bardzo interesują, ale kiedy wiesz, że masz możliwość dodatkowo potrenować, to zawsze stawiałem na piłkę. Może dlatego tak mało polskich piłkarzy robi międzynarodowe kariery?

Kiedy dołączyłeś do pierwszego zespołu, zaraz pojawiły się problemy finansowe. Jaka atmosfera panuje w zespole, w którym nie ma pieniędzy? Można w ogóle skupić się na futbolu?
Nie powiem, że nie jest to dziwna sytuacja, ale cały zespół starał się jak mógł, aby zachować w ekipie dobry nastrój. Już będąc w Ekstraklasie nie płacono nam na czas. Prawdziwe kłopoty zaczęły się, kiedy opuściliśmy najwyższy stopień rozgrywkowy w Polsce…

Kiedy było naprawdę ciężko?
Naprawdę ciężko bywało tylko w momentach, kiedy nie wychodziły ci mecze. Chciałeś rzucić wszystko w cholerę! Przed oczami masz wtedy obraz – grasz w 2 lidze, zarabiasz marną kasę i nie potrafisz wyżywić rodziny. Jeżeli jednak przestawisz myślenie, jak w reklamie pewnego napoju „padłeś powstań”, to wszystko zaczyna się układać. Tylko, że niestety większość nie wstaje…

Ty jesteś młodym człowiekiem, miałeś pewnie pomoc finansową ze strony rodziców, gorzej było ze starszymi kolegami, którzy musieli utrzymywać rodziny, a nie mieli za co…
Przepraszam, ale to co zachodziło w szatni, chciałbym aby w niej pozostało. Nie mogę więc mówić, jakie problemy mieli inni zawodnicy. Mogę tylko dodać, że nie do końca jest tak, że wszyscy narzekali na kasę. Starsi piłkarze odłożyli już co nieco podczas swojej kariery. Mieli więc za co żyć.

Jak było z tym Widzewem? Podobno bardzo chcieli cię u siebie, ale ty nie chciałeś przenosić się do odwiecznego rywala.
To prawda. Dzwonił nawet do mnie jeden z ludzi Widzewa Łódź i oferował kontrakt. Początkowo nawet byłem za tym, aby przejść do Widzewa, jednak postanowiłem, że na dobre czy złe, czuję się „ełkaesiakiem”. Rozmawiałem na ten temat z najbliższymi i wszyscy doszliśmy do wniosku, że może warto pozostać jeszcze jakiś czas w ŁKS-ie.

A jak się miała sprawa z Wisłą i Legią?
Nie wiem, czy nie były to tylko transferowe plotki. Nikt konkretnie nie kontaktował się ze mną w tej sprawie. Słyszałem, że różni menedżerowie chcą, abym przeszedł do któregoś z tych klubów, ale to tylko tyle. Zresztą, menedżerów w swoim życiu spotkałem różnych. Jeden napisał do mnie na facebooku, czy chciałbym zagrać w Southampton? Napisał, ze może mi to załatwić o ile zapłacę mu 1000 dolarów (śmiech). Kiedy mu odmówiłem, od razu zapytał – czy nie marzy mi się liga angielska? Odpowiedziałem, że marzyć to mi się Real Madryt marzy, a on na to, że w Hiszpanii też ma sporo znajomych i że jak zapłacę 4 tysiaki, to będzie i Real. Co za typ! (śmiech)

ŁKS zrezygnował z występów na zapleczu Ekstraklasy. Tobie udało się wyjechać do Rosji i trafić do Spartaka Moskwa. To najlepszy ruch jaki mogłeś zrobić?
Tak. Uważam, że zrobiłem słusznie patrząc na to co stało się z ŁKS-em. Ja sam nie traktuję tego jako ucieczkę z ŁKS-u. To krok naprzód w mojej piłkarskiej karierze i tylko w ten sposób tłumaczę ten ruch z mojej strony.

Jak wygląda życie w Moskwie?
Życie w Moskwie jest bardzo ciężkie, ale tylko dlatego, że nie dostałem od klubu mieszkania, ponieważ w przyszłym miesiącu kończy się liga, a ja na wakacje wracam do Łodzi. Nie wiadomo, czy będę grał w Spartaku także w przyszłym roku i stąd taka decyzja klubu. Obecnie mieszkam w bazie Spartaka Moskwa, która jest około 20 km. od centrum Moskwy. Typowa mała wioska, gdzie tak naprawdę nie ma nic. Jest jeden sklep, który jest mniejszy, niż „Żabka”… Każdy mój dzień wygląda tak samo: śniadanie, czas wolny, obiad, odpoczynek, trening , kolacja i spanie… I tak w kółko. Trzeba z tym żyć. Jest ciężko, ale trzeba przez to przejść, jeżeli w futbolu chce się osiągać sukcesy.

Poziom sportowy jest zdecydowanie wyższy?
Niestety, ale tak jest. Tutaj każdy zespół ma swoją bazę treningową, a dzieci chcą i mają gdzie trenować. Proste rozwiązania, ale dają duży efekt. Taki Spartak ma dwie bazy treningowe. W jednej, w której ja mieszkam, mamy treningi na trzech boiskach, w tym jednym ze sztuczną nawierzchnią. Mamy siłownie i magazyn ze strojami treningowymi. W drugiej bazie, która znajduje się w Moskwie mamy cztery boiska – trzy ze sztuczną nawierzchnią i jedno z normalną. Co więcej, mamy nawet halę ze sztuczną nawierzchnią! Klub wygląda od środka bardzo profesjonalnie. Wręcz znakomicie!

Miałeś propozycję gry z reprezentacji Polski juniorów, ale zdecydowałeś się na Armenię. Dlaczego?
Jeden z trenerów reprezentacji Polski juniorów chciał mnie powołać do kadry, ale… nie miałem polskiego obywatelstwa. Dlatego też nie zastanawiałem się długo i wybrałem ofertę ze strony Armenii. Jeżeli mam być szczery, to zawsze priorytetem były dla mnie występy właśnie w tej reprezentacji. Polska nie za bardzo mnie interesowała.

Temat definitywnie zamknięty…
Tym bardziej zamknięty, że w ostatnim meczu reprezentacji Armenii przeciwko Czechom w el. MŚ, siedziałem na ławce rezerwowych. W zespole Armenii czuję się bardzo dobrze i nie mam na co narzekać.

Szykujesz bratu pokój w Rosji? Czy może jednak zamierzasz wrócić do Polski?
Pokoju na pewno nie szykuję (śmiech). Po zakończeniu sezonu, tak jak wspomniałem wcześniej, wracam do Łodzi na wakacje, podczas których na pewno nie będę odpoczywał, a codziennie trenował. Potem razem z menedżerem zdecydujemy co dalej. Bo gdzie będę grał w następnym sezonie, tego nie wiem nawet sam…

Rozmawiał: Sebastian Czapliński
Obserwuj mnie na Twitterze: @s_czaplinski
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...