Semir Stilić: Bakero zniszczył Lecha [WYWIAD]

- Uważam, że dużo złego zrobił w Lechu... Jose Marii Bakero. Nie chcę być źle zrozumiany, że uważam, że to słaby trener, ale on miał swoją wizję, która w moim odczuciu nie pasowała do takiego klubu jak Lech Poznań. Nie zwracał uwagi na rady innych osób i potoczyło się to wszystko, jak się potoczyło - mówi Semir Stilić, były piłkarz Lecha Poznań, a obecnie tureckiego Gaziantepsor.

Podczas tegorocznego lata, Polskę obiegła głośna nowina - „Stilić w Wiśle”.
Kiedy na Ukrainie kończył się sezon, mój obecny wówczas klub – Karpaty Lwów, postanowił wystawić na listę transferową 19 piłkarzy, wśród których znalazłem się między innymi ja. Od razu w mediach pojawiła się lawina wiadomości typu: „Stilić trafi tu, Stilić trafi tam”, a prawdą jest, że ja sam szukałem dla siebie jak najlepszego rozwiązania tej sytuacji. Kontrakt miałem ważny jeszcze przez 3 lata. Musiałem zobaczyć i zbadać jaka opcja byłaby dla mnie najkorzystniejsza. A w piłce nigdy nie wiesz, gdzie będziesz jutro...

To może inaczej. Chciałeś wrócić do Polski?
Szczerze mówiąc brałem pod uwagę powrót do Polski i Ekstraklasy. Chciałem znowu grać w piłkę, a nie ma co ukrywać, w ostatnim czasie na Ukrainie miałem z tym problemy. Nie byłem zadowolony ze swojej sytuacji w Karpatach Lwów. Było kilka „kontaktów' z Polski co do sprowadzenia mojej osoby, ale ostatecznie wylądowałem w Turcji, gdzie jak na razie gram. Zobaczymy co będzie później.

W Lechu Poznań przeżyłeś najlepsze momenty w swojej piłkarskiej karierze. To też pewnie wpływało na to, że zastanawiałeś się nad powrotem?
Pobyt w Poznaniu wspominam bardzo dobrze. Spędziłem tam fantastyczne cztery lata. Można powiedzieć, że Lech Poznań był miejscem, gdzie wychowywałem się na piłkarza. Mogłem pokazać swoje umiejętności całej piłkarskiej Europie. Bez wątpienia najlepszy okres w moim życiu.

Jednak z Lecha odchodziłeś w mniejszych łaskach, niż mogłeś wcześniej przypuszczać.
W piłce nożnej zawsze ma się lepszy i gorszy okres. Uważam, że dużo złego zrobił w Lechu... Jose Marii Bakero. Nie chcę być źle zrozumiany, że uważam, że to słaby trener, ale on miał swoją wizję, która w moim odczuciu nie pasowała do takiego klubu jak Lech Poznań. Nie zwracał uwagi na rady innych osób i potoczyło się to wszystko, jak się potoczyło. Mimo wszystko, tak jak wspomniałem wcześniej, Lech będę wspominał bardzo dobrze. Przecież zdobyłem z tym zespołem mistrzostwo Polski, grałem z wielkimi rywalami w europejskich pucharach, a do tego miałem możliwość występować przed niesamowitą poznańską publicznością.

Wylądowałeś na Ukrainie. A miał być Celtic, bądź Bundesliga...
W życiu piłkarza bywa tak, że ciężko jest stwierdzić, gdzie będzie się grało w następnym sezonie. Miałem świetne pierwsze dwa sezony w barwach Lecha Poznań. Gdyby wtedy właściciele Lecha zdecydowali się mnie sprzedać, to pewnie dziś biegałbym po boiskach w Niemczech, Francji, czy we Włoszech. Później cały Lech notował słabsze wyniki i nie ma co ukrywać, ale i ja również blado wyglądałem w większości spotkań. Ostatecznie zgłosił się po mnie zespół Karpat Lwów, który zaproponował bardzo dobre warunki finansowe. Myślałem, ze będzie dobrze, ale okazało się, że nie wszystko potoczyło się tak jak tego bym chciał. Nie żałuję jednak, że dziś nie gram w wielkich europejskich ligach. Dla mnie najważniejsze jest zdrowie. Od siedmiu lat nie miałem żadnej groźnej kontuzji. Bóg mi pomaga, więc na futbol patrzę pozytywnie.



Pobytu na Ukrainie nie wspominasz zbyt dobrze?
Tak jak wspomniałem wcześniej – myślałem, że będzie wyglądało to trochę inaczej. Po 15 spotkaniach ukraińskiej ekstraklasy zostałem wybrany przez kibiców najlepszym piłkarzem w całej drużynie. Niestety za jakiś czas pojawiły się w klubie problemy finansowe. Przez to tamtejsi działacze byli zmuszeni obniżyć kontrakty większości zawodników. Nie zgodziliśmy się na to, co wywołało niezbyt przyjemną atmosferę w zespole.

Na poziom ligi pewnie nie narzekałeś?
Poziom futbolu jest tam niewątpliwie wyższy, niż w Polsce.

Cieszyło cię coś jeszcze?
W pewnej chwili byłem najlepszym zawodnikiem Karpat. Byłem ulubieńcem tamtejszych kibiców. Problemy finansowe sprawiły, że to wszystko się posypało. Przełożyło się to również na nasze wyniki na boisku.

Musiałeś zmienić otoczenie.
Wraz z osiemnastoma innymi zawodnikami zostaliśmy wystawieni na listę transferową. Powiem szczerze że jeszcze z niczym podobnym się w życiu nie spotkałem i to było dla mnie sporym zaskoczeniem. Nie ukrywam jednak, że ta wiadomość bardzo mnie ucieszyła. Gdybym nie pojawił się na tej liście, to pewnie byłbym w Karpatach do dnia dzisiejszego, a ja chciałem jak najszybciej opuścić ten klub. Zgłosił się po mnie turecki Gaziantepspor. Uważam, ze to naprawdę bardzo dobra drużyna. Miałem jeszcze kilka innych ofert, ale zdecydowałem się na tę zaproponowaną mi przez turecki zespół. Mam okazję grać w zespole z naprawdę dobrymi zawodnikami. Poza tym w tym zespole gra mój przyjaciel Haris Medunjanin, który nie mógł nachwalić się tej ekipy. Zachęcał mnie, abym nie wahał się z przejściem do Gaziantep. Uważam, że dokonałem właściwego wyboru.

Jak pierwsze wrażenia?
Na razie jestem tutaj dopiero dwa tygodnie. Udało mi się rozegrać dwa mecze. Zauważyłem jednak, że gra się tutaj bardzo otwarty futbol, z dużą ilością bramek i sytuacji do ich zdobywania. To może być odpowiednia liga dla takiego piłkarza jak ja.

Jesteś muzułmaninem, więc i z tego powodu był to dobry wybór.
No tak. Życie jest przez to pewnie łatwiejsze, ale ja przez długi czas mieszkałem zagranicą: czy to w Portugalii, Niemczech, Polsce, czy Ukrainie. Tam sobie poradziłem, więc i w Turcji sobie poradzę. Ale to prawda... Tutaj mogę mieć jeszcze łatwiej, bo oprócz religii, to i kuchnia jest podobna do mojej.

Da się w jakiś sposób porównać to życie, do tego które miałeś w Polsce?
Ciężko powiedzieć. W Polsce żyło mi się świetnie. Poznałem wielu fantastycznych ludzi, mam w Polsce wielu przyjaciół. Na Ukrainie tego nie było, a w Turcji jestem jeszcze zbyt krótko by to oceniać.

To miło, że tak ciepło wspominasz nasz kraj.
Polska wychowała mnie na piłkarza. Dała mi możliwość pokazania się w Europie. Uważam też, że i ja dałem Lechowi i jego kibicom sporo radości. W Poznaniu żyło mi się wyśmienicie. Kibice bardzo mnie lubili. Potrafili podejść na ulicy, pogratulować, to było naprawdę bardzo miłe.

Grałeś wtedy w jednym zespole ze Sławomirem Peszko i Robertem Lewandowskim. Sądziłeś, że to Robert zrobi z was wszystkich największą karierę?
Kiedy w jednej chwili, większość z nas wylądowała w Lechu, nie było wiadomo kto zrobi z nas największy krok do przodu w swojej przygodzie z piłką. Teraz okazuje się, ze tym zawodnikiem był Robert. Życzę mu, aby dalej rozwijał swój talent, aby omijały go kontuzje. Również Sławkowi życzę wszystkiego dobrego. A ja? Mam dopiero 25 lat. Jeszcze wiele lat gry w piłkę przede mną. Nigdy nie powiem, że jestem niezadowolony z tego, co do tej pory osiągnąłem w futbolu. Uważam jednak i mam nadzieję, ze to jeszcze nie koniec.

Powrót do Polski na stare lata?
W piłce nigdy nic nie wiadomo. Na razie jestem w Turcji. Podpisałem tutaj kontrakt na rok z opcją przedłużenia i zobaczymy... Wszystko jest możliwe. Swego czasu wszyscy mówili, że moim największym marzeniem była gra w Bundeslidze, a to nie do końca prawda. Mówiłem, że liga niemiecka byłaby dla mnie odpowiednia, ponieważ biegle mówię po niemiecku i nie miałbym problemu z komunikacją. Chcę grać w piłkę tam, gdzie będę się cieszył z tego, że mogę w nią grać i czy będzie to Turcja, czy Niemcy, nie będzie miało większego znaczenia.

Ale mógł być to swego czasu Celtic...
Nie będę kłamał, że nie żałuję, iż w wieku 21 lat nie przeniosłem się do Celticu. Mimo wszystko, tak jak powiedziałem wcześniej – cieszę się z tego co, już osiągnąłem w swojej przygodzie z piłką.

O marzenia nie mam sensu więc pytać...
Moim marzeniem jest to, aby cała moja rodzina była zdrowa. Co jeszcze? Aby futbol cały czas sprawiał mi radość...

Rozmawiał: Sebastian Czapliński/ Ekstraklasa.net
TWITTER: @s_czaplinski
Trwa ładowanie komentarzy...