O autorze
Dziennikarz sportowy. Absolwent WSH o kierunku: Dziennikarstwo i Komunikacja Społeczna. Pisałem w Tygodniku Kibica. Obecnie przeczytać mnie można na Ekstraklasa.net

twitter: @s.czaplinski
e-mail: s.czaplinski@gmail.com

Szczerze o polskiej piłce? Szczerze!

0:5 u siebie z rezerwową Sevillą. Odpadnięcie z zespołem z Azerbejdżanu. Wyeliminowanie przez „nieklękający przed Polakiem” litewski klub. 18 lat bez smaku Ligi Mistrzów. Blamaż w najsłabszej grupie w historii ME i to w turnieju rozgrywanym we własnym kraju. Nie, to nie jest zapowiedź kolejnego dramatu Toma Stopparda. Tak właśnie wygląda dziś polski futbol. A wiecie co jest najgorsze? Nie obudzicie się rano i nie powiecie pod nosem - „Jakie to szczęście, że to tylko zły sen...”.

Od jakiegoś czasu myślę sobie, że każdy wywiad z polskim piłkarzem powinien zaczynać się od pytania - „Czy nie wstydzisz się tego co robisz?”. Kiedyś dzieci garnęly się do futbolu. Każdy chciał być Deyną, Lato, Tomaszewskim, czy Lubańskim. A dziś? Dziwicie się, że boiska pod waszymi blokami zarastają trawą, a bramki są zjedzone przez rdzę gorzej, niż niejeden Polonez? Dziwicie się, że dzisiejsze dzieciaki zamiast biegać za piłką, grają w domu na playstation, albo siedzą godzinami przed telewizorem lub komputerem? One są mądrzejsze, niż niejednemu z was się wydaje. Czy wy na ich miejscu chcielibyście stać się kimś, z kogo drwiłby cały naród i wystawiać się na coroczne pośmiewisko? Czy na ich miejscu chcielibyście oko w oko stawać naprzeciwko zespołów, z którymi stoicie na straconej pozycji jeszcze przed wyjściem na boisko? Ja się im nie dziwię.

Dzisiaj po raz kolejny przypomniano mi, że jestem Polakiem. Obywatelem kraju środkowej Europy, który poważny futbol widzi tylko na ekranie telewizora, mimo iż wmawia mu się, że żyje w jak najbardziej cywilizowanym kraju, przez niektórych określanym wręcz „Tygrysem Europy”. Jestem Polakiem, który co chwila wystawiany jest na próbę swojej wiary w rodaków, którzy chcieliby, ba!, jak najbardziej powinni dawać radość i przynosić chlubę mojej ojczyźnie. Co dostaję w zamian? 0:5 z rezerwami hiszpańskiego średniaka, który bił się będzie w drugiej połówce tabeli hiszpańskiej ekstraklasy.

Swego czasu w jednym z sąsiadujących z nami krajów, przyszedł jeden „poważny gość”, uderzył ręką w stół i zrobił z futbolem porządek. Dziś tamtejsza reprezentacja jest jedną z silniejszych w Europie, liga jest jedną z atrakcyjniejszych, a tamtejsze kluby walczą jak równy z równym z najlepszymi na Starym Kontynencie. Dlaczego nie można zrobić tego w 40 milionowym kraju? Bo ważniejsze jest to, czy poseł X chrapał na sali sejmowej, czy poseł Y był dziś w niedzielnej telewizji śniadaniowej. Wszyscy wiedzą, że z polską piłką jest źle, ale wszyscy mają to głęboko w czterech literach. Ot cała Polska!

Piłka nożna została ochrzczona sportem narodowym w naszym kraju. Piłka nożna... Sport, w którym ostatni wielki sukces odnieśliśmy w 1992 r. Równe 21 lat. Kabaret! 21 lat nie mieliśmy sukcesu na arenie międzynarodowej, a mówimy tutaj o sporcie narodowym! Czy my się w ogóle słyszymy?! Obrażamy się, gdy ktoś nazwie nas „Polaczkami”. Rzeczywiście mamy powód, aby się obrazić? Przecież my tymi „Polaczkami” właśnie jesteśmy! Oszukujemy sami siebie. Wydajemy wielkie pieniądze na nowe stadiony, ale nie potrafimy zadbać o to, aby ktoś na tych stadionach umiał grać! Wyobraźcie sobie rzymskiego cesarza, który wydaje kasę na nowe Koloseum, na którym wypuszczałby tylko lwy na wybieg. Żadnego widowiska, żadnych emocji... Ów cesarz, po trzech dniach nie miałby już w Rzymie czego szukać. U nas najpierw się kasę wydaje, a później myśli. Polska!

„Wypada tylko przeprosić kibiców...” - zdanie wypowiadane przez niemal każdego polskiego piłkarza, niemalże po każdym meczu. Kiedy swego czasu oglądałem pucharowe spotkanie z jednym z moich przyjaciół zza granicy (nie znającym języka polskiego), a po meczu usłyszał to zdanie, powiedział mi, że zauważył, iż polscy piłkarze w bardzo długi sposób witają się z telewidzami. Musiałem wytłumaczyć mu, że to żadne przywitanie nie jest, aczkolwiek gdyby kiedyś, któryś z nich miał robić karierę w polityce, spokojnie mógłby podciągnąć owy tekst pod swoje hasło wyborcze. Bo jak politycy robią nas w balona, tak i w balona robią nas piłkarze. Co mecz, co tydzień, co miesiąc i co roku.

Podziwiam tych, którzy swoje ciężko zarobione pieniądze wydają na mecz ligowy w polskiej Ekstraklasie. Podziwiam, ale i szanuję, bo mają pasję. Szanuję, ale i współczuję, bo za doping jaki potrafią stworzyć podczas meczów zasługują na coś zdecydowanie więcej, niż bezwładną kopaninę przez 90 minut gry. Kibic. To jedyna postać, jaka trzyma jeszcze polską piłkę przy życiu. Bez nich nie byłoby klubów, nie byłoby piłkarzy, nie byłoby meczów. Musimy sobie to w końcu uświadomić! Kibic. Najważniejsza postać w polskiej piłce. Zacznijmy w końcu wymagać. Czasy wiary w polskiego piłkarza skończyły się już dawno temu. Cytując Rafała Gikiewicza - „Nie jesteśmy cyborgami”. No właśnie! Nie są! Po co nadal nosić ich na rękach? Tacy sami ludzie jak my. My musimy w pracy na swoje pieniądze zapracować. Niech w końcu i oni na nie zapracują.

Obserwuj mnie na Twitterze! @s_czaplinski
Trwa ładowanie komentarzy...